Menu |
|
|
Galeria: |
 |
Kontakt: |
| |
|
 10614009 |
|
| |
|
|
Katolicy czy unici? - rozważania historyczne
Snując rozważania o dziejach naszej rodziny, nie można nie wspomnieć o unitach podlaskich, których prawdopodobnie jesteśmy potomkami.
Wielka schizma na wschodzie w roku 1053, spowodowała podział chrześcijaństwa na dwa obrządki liturgiczne i ośrodki władzy religijnej – Rzym i Konstantynopol. Ruś przyjęła wiarę w obrządku wschodnim za panowania księcia Kijowskiego Włodzimierza Wielkiego w 998 roku. Jak już wspomniałem wcześniej, prawdopodobne dotarcie pierwszej fali osadników ruskich (a więc prawosławnych) na tereny obecnego Podlasia to XI wiek. Na styku Korony i Księstwa Litewskiego od niepamiętnych czasów, istniały zarówno parafie katolickie jak i prawosławne (wystarczy wspomnieć wielką ilość budowli cerkiewnych znajdującą się na tych terenach - dla porównania: Komarówka - parafia rzymsko-katolicka, Rudno - parafia unicka, Radcze - cerkiew prawosławna).
W 1596 roku w Brześciu Litewskim została podpisana tzw. unia kościelna, między częścią biskupów prawosławnych Rzeczypospolitej Obojga Narodów a Kościołem katolickim. Miała na celu podporządkowanie Kościoła prawosławnego jurysdykcji papieskiej na terenach Rzeczpospolitej, przy zachowaniu przez Kościół prawosławny dotychczasowego obrządku. Bezpośrednią przyczyną zawarcia unii była chęć przekonwertowania na obrządek zachodni znacznej ludności państwa polskiego zamieszkującej kresy wschodnie. Już od początku XIV wieku trwały starania ze strony Kościoła katolickiego o poddanie tego wyznania pod zwierzchnictwo Rzymu. Idea unii była propagowana przez przybyłych do Polski w XVI w. jezuitów. Pisał o tym m.in. jezuita Piotr Skarga w swoim dziele „O jedności Kościoła Bożego” (1577).
W wyniku unii powstał Kościół unicki. Unici zobowiązali się uznać dogmaty Kościoła katolickiego i zwierzchnictwo papieża, w zamian za to zachowali swój obrządek, kalendarz juliański i organizację kościelną. Z upływem czasu, na skutek zgodnego współistnienia obrządku łacińskiego i greckokatolickiego, unici przyjmowali także łacińskie zwyczaje, obrzędy liturgiczne, modlitwy i nabożeństwa para liturgiczne, między innymi: różaniec, godzinki, drogę krzyżową. Również w wystroju świątyni pojawiły się organy, ławki, konfesjonały, dzwonki i inne. Te zmiany w liturgii Kościoła unickiego zaakceptował i przyjął Synod Zamojski w 1720 roku.
Kościół unicki, przeszedł prawdziwą drogę męczeństwa. Część wiernych prawosławnych na czele z ruskim kniaziem Konstantym Ostrogskim nie zaakceptowała warunków unii. W tym samym, 1596 r., został zwołany Sobór prawosławny, w skład którego weszli przeciwnicy unii na czele z biskupem przemyskim Michałem Kopysteńskim oraz biskupem lwowskim Gedeonem Bałabanem. Sobór ten potępił akt unii z Kościołem rzymskokatolickim i pozbawił hierarchów, którzy do niej przystąpili, święceń biskupich. Zaogniający się konflikt wkrótce pchnął przeciwników unii do przymierza z Księstwem Moskiewskim. Dopiero mając na względzie te okoliczności, można zrozumieć wydarzenia, które rozegrały się na Podlasiu pomiędzy 1875, a 1905 rokiem.
W latach 1772-1795, nastąpiły III rozbiory Rzeczpospolitej Polskiej przez Prusy, Austrię i Rosję. U źródeł rozbiorów leży współdziałanie Rosji i Prus na sejmie konwokacyjnym w 1764. 11 kwietnia mocarstwa te podpisały tajny aneks do traktatu sojuszniczego, w którym zobowiązały się do wspólnego wystąpienia zbrojnego przeciwko Rzeczypospolitej, gdy strony uznają, że zagrożone są ich interesy w tym kraju.
W wyniku presji prymasa interrexa Władysława Aleksandra Łubieńskiego Rzeczpospolita uznała oficjalnie na sejmie konwokacyjnym tytuły cesarzowej Wszech Rosji Katarzyny II (nieuznawany od 1721) i tytuł króla Prus Fryderyka II (nieuznawany od 1701). Stanowiło to realne zagrożenie dla integralności terytorialnej państwa polskiego. Rosja w czasie rozbiorów podnosiła z tego tytułu roszczenia terytorialne wobec ziem ruskich Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prusy natomiast wykorzystały fakt, że Prusy Królewskie stanowiły niegdyś integralną całość z Prusami Wschodnimi.
Tereny obecnego Podlasia znalazły się pod zaborem rosyjskim w którym religią panującą (państwową) było prawosławie. Władcy Rosji przystąpili do planowej eksterminacji ludności unickiej i do przekonwertowania ich na prawosławie. Wbrew prawu kościelnemu, car Mikołaj I w 1839 roku wydał dekret likwidujący Kościół unicki w Cesarstwie Rosyjskim. Nie obyło się bez prześladowań unitów broniących swej jedności z papieżem.
W granicach Królestwa Kongresowego pozostała tylko jedna diecezja chełmska tego obrządku. Nastąpiły różne ograniczenia administracyjne i naciski na ten Kościół unicki. Zaborcy chodziło o skasowanie Unii i włączenie unitów do Kościoła prawosławnego. Posługiwano się przy tym hasłem "oczyszczenia" obrządku greckokatolickiego z "naleciałości" łacińskich. Chodziło więc zatem o usunięcie z życia religijnego tych elementów w liturgii i wystroju świątyni, które przyjął wspomniany Synod Zamojski.
W całej akcji "oczyszczania" obrządku carat wykorzystywał prorosyjskie i antyłacińskie nastawienie niektórych duchownych z cesarstwa i z Galicji. Car Aleksander II mianował w1871 roku ks. Marcelego Popiela, wbrew prawu i bez zgody Stolicy Apostolskiej, administratorem unickiej diecezji chełmskiej. Tenże M. Popiel, zdecydowany przeciwnik Unii, wydał dekret nakazujący z dniem 1 stycznia 1874 roku bezwzględne "oczyszczenie" cerkwi unickiej, co miało być przygotowaniem do jej likwidacji, i w konsekwencji włączeniem unitów do prawosławia. Bezpośrednimi wykonawcami tego zarządzenia miały być wojsko i policja. Opornych temu dekretowi kapłanów unickich należało uwięzić i zastąpić księżmi prawosławnymi. Samych zaś unitów należało przy pomocy wojska i policji zmusić różnymi metodami represji do przejścia na prawosławie. Rozpoczęło się krwawe "nawracanie" i prześladowanie unitów, którzy nie chcieli zerwać swej jedności w wierze z papieżem. Mimo, że car Aleksander II skasował w 1875 roku Kościół unicki, narzucając siłą prawosławie, to faktycznie nadal wielu unitów mężnie i bohatersko trwało w swej wierze i znosząc różne formy prześladowania aż do ukazu tolerancyjnego z 1905 roku. Te akty przemocy były przeróżne: bicie, kontrybucje, konfiskata mienia, poniżanie fizyczne i moralne, przymusowe wpisywanie w rejestr prawosławnych, przetrzymywanie ludności po kilka dni na mrozie, zamykanie w więzieniach, zsyłki na Sybir, strzelanie do unitów... Wiara nasza daje podstawę, by tych wszystkich unitów, którym zadano śmierć z nienawiści do Kościoła katolickiego, nazwać Męczennikami Podlaskimi.
Przebieg prześladowań i bohaterską postawę unitów na terenie ówczesnej łacińskiej diecezji podlaskiej, opisał, na podstawie wiarygodnych informacji od świadków tych wydarzeń, ks. Józef Pruszkowski w książce pod znamiennym tytułem: "Martyrologium czyli męczeństwo Unii Świętej na Podlasiu". Autor, kapłan obrządku łacińskiego, opisuje prześladowania unitów w kilkudziesięciu parafiach. Informacje o wydarzeniach są autentyczne, bowiem spisywane były niejako na bieżąco z dziejącymi się faktami.
W naszych rozważaniach przypomnę epizod, obrazujący prześladowanie ludności unickiej w Drelowie, wsi położonej ok. trzydziestu kilometrów na północ od Derewicznej. Miejscowości starej bo sięgającej swymi początkami do około 1605 roku.
Dnia 17 stycznia 1874 roku w Drelowie, parafii unickiej, wojsko rosyjskie zastrzeliło 13 unitów i ciężko raniło około 200 osób. Unici w Drelowie wytrwale bronili własnej cerkwi i wiary nie chcąc oddać kluczy do świątyni, i przyjąć prawosławia. Drelów, był parafią unicką od 1661 roku, należał do ówczesnego powiatu i dekanatu radzyńskiego. Proboszcz parafii ks. Jan Welinowicz został wywieziony do więzienia w Chełmie, gdyż nie chciał przejść na prawosławie. Nowemu księdzu prawosławnemu parafianie odebrali klucze od świątyni. Rano 17 stycznia 1874 roku przybyło stu kozaków i trzy roty piechoty oraz naczelnik powiatu major Kotow, który zażądał wydania kluczy cerkiewnych. Dalszy przebieg wydarzeń przed świątynią w Drelowie tak opisuje wspomniany ks. J. Pruszkowski: (...) "Lud odrzekł, że nie może oddać kluczy do swojej cerkwi i nie odstąpi od swojej świątyni w obronie przed jej widocznym sprofanowaniem. (...) Naczelnik zakomenderował nahajki, a kozactwo piesze i konne wpadło na cmentarz cerkiewny i poczęło rozbijać głowy ludu i jego twarze, raniąc grubymi batogami. Katowanie wywołało ogólny opłacz pomiędzy ludem. (...) Piechota z kozakami uszykowała się za parkanem cmentarza i o godzinie 12 w południe otworzyła ogień do bezbronnych wiernych. (...) To morderstwo osiągnęło skutek wprost przeciwny temu, jaki chciano wywołać. Religijny śpiew "Święty Boże", "Kto się w opiekę" rozlegał się żałośnie, a lud, padając na kolana, otwierał wojsku swoją pierś do strzału, jakby zazdroszcząc szczęścia męczeństwa poległym sąsiadom i braciom". Wszyscy unici pozostali na miejscu. Przez całą noc pilnowało ich wojsko. Następnego dnia naczelnik rozkazał siłą wywlec sprzed świątyni zmarzniętych i pobitych unitów, i dokończyć krwawą akcję. (...) Po wywleczeniu biednego ludu za cmentarz, przywieziono dwie fury rózeg i zaczęto kłaść na ziemi i smagać wszystkich bez wyjątku. Kobiety i dzieci dostawały od 25 do 100 uderzeń, mężczyźni od 100 do 200 razów. (...) Gdy żołnierze trzymali lud z dala od cerkwi, naczelnik sprowadził popa i posprzątał zabitych. Rannych na furmankach odwieziono do domów, potem kazał Kotow rozpędzić nahajkami kobiety i dzieci po wsiach. Mężczyzn kazał powiązać, młodszych z nich odesłał do więzienia jako buntowników, starszych rozpędził do domów".
W obronie wiary przed świątynią w Drelowie 13 unitów poniosło śmierć męczeńską: Symenon Pawluk, Wincenty Bazyluk, Teodor Bocian, Andrzej Charytoniuk, Trochim Charytoniuk, Jan Kościuczyk, Teodor Kościuczyk, Paweł Kozak, Andrzej Kubik, Jan Kubik, Jan Łucik, , Jan Romaniuk, Onufry Tomaszuk. Pomordowanych unitów pochowano na miejscowym cmentarzu. Rannych było prawie 200 osób. Po tych wydarzeniach świątynia unicka w Drelowie została zamieniona na cerkiew prawosławną. Podobnie stało się z wszystkimi świątyniami unickimi w diecezji chełmskiej po zlikwidowaniu administracyjnym Kościoła unickiego w 1875 roku. Pozbawieni świątyń i kapłanów unici, mimo prześladowań i represji, znajdowali pomoc i opiekę duszpasterską w Kościele rzymskokatolickim, tak na Podlasiu jak i w Galicji.
Ukaz tolerancyjny z 1905 roku dawał unitom wolność religijną i możliwość powrotu do swego obrządku, Jednak unici pomni długoletnich prześladowań, pozbawieni swoich świątyń i kapłanów, lecz niedowierzający intencjom władzy rosyjskiej, przeszli w całości do Kościoła rzymskokatolickiego, którego liturgia była im znana i bliska. Nie ulega wątpliwościom, że głowni bohaterowie męczeństwa Drelowskiego pochodzili jak również nasza rodzina z dawnych mało-ruskich rodów. Na tą okoliczność wskazuje końcówka ich nazwiska (-uk). Jest wielce prawdopodobne, że są to też potomkowie owych Derehowiczan, których wspomniałem w części poświęconej etymologii wsi naszego gniazda rodzinnego.
W najstarszych dokumentach archiwalnych, sięgających końca XVI wieku, jest mowa, że mieszkańcy Derewiczny, stanowili jakoby parafian Rudeńskich. Parafia ta została założona i uposażona w połowie XVI wieku i jak inne parafie unickie, przeżyła niegdyś czasy męczeństwa i czasy chwały. „Parafia ta, licząca około 3000 dusz, w 1867 roku, gdy włościanie stanęli w obronie polskich pieśni, różańców, dawnego nabożeństwa i organów, była przedmiotem takiego prześladowania za wiarę, że mieszkańcy z częścią swojego dobytku uciekli zimową porą do lasu i tam wśród mrozów kryli się przez cały miesiąc. Wtedy zmarzło dwoje dwunastoletnich dzieci i dwie kobiety.
Na początku 1875 roku, wytrzymawszy kilkumiesięczne męczarnie, znowu parafianie uciekli do lasu i w tym roku nie uprawiali pola, ani go zasiewali, żyli jak pustelnicy korzonkami roślin, jagodami i grzybami. Nie mieli kawałka chleba, a lud okoliczny, za swoją wiarę również głodzony przez żołnierską moskiewską szarańczę, nie mógł przyjść im w pomoc z jałmużną. Szmaty okrycia rwały się na tych nędzarzach, nędza pożerała starych, a jeszcze bardziej małych, i te leśne szkielety, modląc się, siedziały nieruchome miedzy gęstwiną drzew jak wylękłe zające spłoszone ze swych łożysk, albo snuły się w zaroślach nachylone ku ziemi, szukając pożywienia dla siebie, a jeszcze bardziej dla swych wynędzniałych i płaczących dzieci. Szesnaście ofiar skonało od grzybów leśnych, jagód, a najwięcej z nędzy – i to przeważnie dzieci do lat 10, potrzebujące delikatniejszej strawy, oraz niemowląt płaczących za mlekiem matki, którego z piersi ich nie mogły wyciągnąć, gdy brakowało w nich sił i życia. Z parafii Rudno wysłano do Rosji 60 włościan po wymęczeniu ich więzieniem przez kilka lat. Straty też materialne poniosła parafia Rudno około 25000 rubli.”
To jednak nie był koniec tortur. Gdy bicie, więzienie, zsyłka na Sybir, kary pieniężne nie odniosły skutku, Rosjanie zastosowali w Rudnie nową, można rzec eksperymentalną metodę łamania oporu unitów. Polegała ona na torturowaniu zwierząt gospodarskich: „Więc kilka sztuk bydła wyprowadzano na plac i za szyje uczepiano przy płotach. Na rozkaz swej starszyzny kozacy odbijali rogi bydłu obuchem topora. A wtedy zapytywało płaczący z przerażenia naród: prynimajet’e prawosławie? Po odmownej odpowiedzi szedł rozkaz kaleczyć nogi bydlętom, aby upadając na ziemię i brocząc krwią, rykiem swoim przerażały każdego. (...) Następował trzeci rozkaz – kluć bydlęta pikami i szablami ze wszystkich stron, aby przeciągłym rykiem bydlęta broczące we krwi ścinały lodem boleści serca swych właścicieli, a wolnym i strasznym konaniem zarażały śmiercią żyjącego i niepokonanego ich ducha i prowadziły do odstępstwa od religii. (...) Lecz i ta próba, jak i inne, najzupełniej chybiła celu i wywołała wręcz przeciwny skutek. Naród rzucił się do stóp oprawcom łącząc swój jęk z rykiem zdychającego bydlęcia”.
W tym miejscu należałoby postawić pytanie, kiedy mieszkańcy Derewiczny zostali katolikami? Jakie światło rzucą księgi metrykalne parafii Rudno, z okresu prześladowań z lat 1860-1875? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ewentualnie można domniemywać, że może to być związane w pewien sposób z lokacją osady Kiejdarówka (obecnie Komarówka Podlaska).
Komarówka Podlaska zwana wcześniej Kiejdanówką oraz Komarowem Wielkim, ma równie starą historię jak inne okoliczne miejscowości. Założona została w 1672 roku przez Jana Kazimierza Kierdeja, marszałka grodzieńskiego oraz starostę przywalskiego i filipowskiego, jako tzw. miasto prywatne. W dokumencie z dnia 16 kwietnia 1672 r. ówczesny właściciel miasta zezwolił na odbywanie dwóch jarmarków oraz targów, określił sądowe kompetencje wójta, zezwalające jednocześnie na apelacje od jego wyroków do sądu dziedzica, a także zobowiązał mieszczan do wybudowania ratusza oraz studni.
Od 1795 roku była Komarówka w zaborze austriackim, od 1807 roku w Księstwie Warszawskim, od 1815 roku w Królestwie Polskim. Postanowieniem namiestnika Królestwa Polskiego z dnia 26 lutego 1882 roku zmieniono Komarówkę na osadę wiejską. W 1710 r. erygowano tutaj parafię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa (a na początku XX wieku wybudowano nowy kościół), powiększoną w 1887 r. o wiernych z parafii Wohyń (władze carskie zamknęły tam kościół za pomoc unitom). Komarówka Podlaskiej była onegdaj uważana za miasteczko, ale nigdy nie posiadała formalnie nadanych jej praw miejskich. Jednakże przed kościołem z 1857 r. zachował się plac-rynek, zabudowany w czworobok.
W trakcie badań wysły na jaw nowe fakty, otóż jesli porówna się akta chrztu dzieci Tomasza Harasimiuka (dotyczy to wszystkich potomków urodzonych do 1905 roku) wynika z nich nie zbicie, że chrzest tychże dzieci nastąpił tego samego dnia czyli 20 sierpnia 1905 roku o godzinie 12 w południe. W każdym z tych zachowanych akt jest wzmianka "Opóźnienie w sporządzeniu aktu nastąpiło z powodu niezręczności (nieporadności*?) ojca.", jest to często stosowany zabieg kancelistów z Podlasia (w porównaniu korzystałem z różnych dokumentów innych parafii w okolicy - Wohyń, Ostrówki) na potwierdzenie konwersji. W chwili obecnej możemy z dużą dokładnością ustalić tą datę jako datę konwersji.
do góry |